Rozdział 1 "Poznaję tego jedynego"
Cześć, jestem Brey (Brej) , BreyLie (Brejli)... Jestem córką dobrze wam znanej księżniczki Luny, gdy osiągnę 18 lat, mam zastąpić jej miejsce na królewskim tronie. Oto moja historia...
- Brey śniadanie! - Zawołała mama
- Już! Już! Tylko się opłuczę! - Mówiłam z łazienki
- Już schodzę - Powiedziałam
- Śniadanie na stole, ja idę na spotkanie z Twoją ciocią Celestią!
- Ok! A poczekaj! Zostaw mi z jakieś 300 zł na zakupy! - Poinformowałam mamę
- A co takiego chcesz kupić?! - Spytała zdziwiona klacz
- Pójdę do fryzjera, kosmetyczki i pokupuję jakieś odżywki i ciuchy! - Odpowiedziałam schodząc po schodach do jadalni...
- Dobra... Położę na szafce! - Powiedziała i wyszła z domu.
Ja zjadłam śniadanie, tak... Sok jabłkowy, i kanapka z koniczynką... Gdy tylko zjadłam wzięłam pieniądze i wyszłam z domu.
Po drodze zauważyłam moją koleżankę Cerise.
- Hej Cerise! - Krzyknęłam z daleka, Cerise odwróciła się ,uśmiechnęła i podała kopytko
- Co tam u Ciebie? - Zapytała piękna pomarańczowa klacz.
- Nic takiego... A co tam u Ciebie? Jak dzieci? A jak Hearfelt? Nic mu się nie stało na wojnie? - Pytałam i pytałam
- U mnie dobrze, u dzieci też, ale wyobraź sobie że Diab w kimś się zakochała! Heartfelt jest lekko ranny, a tak to wszystko spoko - Uśmiechnęła się CC
- Przecież Diab jest taka mała! Ciekawe ile wytrwa ten ich związek... Cieszę się że nic nie stało się Heartfeltowi - Powiedziałam patrząc na jednego kuca...
Cerise zaczęła coś mówić, nie zwracałam na to uwagi... Bardzo spodobał mi się widok pięknego czarnego pegaza...
- Halo! Brey jesteś tam? Halo! - Mówiła Cerise...
- Taaaa... - Odpowiedziałam przeciągle
- No tak... Brey! Idź zagadaj! - Zaproponowała
- Nie! Co ty! - Powiedziałam trochę głośniej...
Cerise podeszła do przystojnego pegaza... Zaczęła z nim rozmawiać...
- Cześć! Jestem Cerise a tam stoi BreyLie, mów na nią Brey, uważam że musicie się poznać - Uśmiechnęła się szeroko
- Spoko, zawołaj ją - Odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
Cerise podeszła do mnie od tyłu i zaczęła pchać, nie chciałam tam iść, ale siła Cerise była większa...
- Yh... Cześć ? - Powiedziałam nieśmiało.
- Siema - Przywitał się - Cerise skoro mamy się poznać to może zostaw nas samych? - Powiedział puszczając jej oczko. Cała się zarumieniłam...
- A więc... Jestem Brey, a ty? - Zapytałam
- Black Smoke (Blak Smołk), miło mi - Oh... Miał takie piękne imię!
- Masz fajne włosy! - Poczochrałam go...
- Ty również - Powiedział z uśmiechem... Teraz to byłam cała czerwona!
Rozdział 2 "Spotkanie Po latach"
Brey pożegnała się z Black'iem i poszła odwiedzić swoją kumpelę BlueSie
- Jesteś tam?! - Pukała i pytała na raz Brey
-Chwileczkę !! - BluSie otworzyła drzwi .. - Brey? To Ty?
- Blue! Nareszcie! Nie widziałyśmy się jakieś dwa lata! Cerise podała mi Twój adres - Klaczka uśmiechnęła się i przytuliła Blue
Piszesz?
-Co u Cb.? bo u mnie dużo się zmieniło..
-Dobrze... Ale myślę że go spotkałam... - Powiedziała B z głową w chmurach
-Kogo spotkałaś ?
- Jego... Tego jedynego... - Odpowiedziała wzruszona
-Uuu... Jaki on jest ?
Dziewczyny weszły do domu, Brey zaczęła odpowiadać...
- No ... Unikalny... Najlepszy... To pegaz ma ciemno szare ubarwienie i czarną grzywę... Jest pegazem i deskorolkowcem ... - Opowiadała wycierając kopytka
-Fajnie, ty przynajmniej kogoś masz .. A ja nie mam nikogo tylko Ciebie .. Najlepszą przyjaciółkę..- uśmiechnęła się
- Na pewno kogoś znajdziesz! Jestem pewna! - Pocieszałam Blue... Jednak to nie poprawiło jej humoru... Niestety
- Przestań... Z takim kimś jak ja nikt nigdy się nie umówi!
Rozdział 3 "Wyszło szydło z worka... Może to jednak nie ten jedyny?"
UWAGA! Oni są tacy jak w official!
Black:
Brey:
Ok... Oto FF (jakby co mają po 16 lat):
- Black! - Zawołałam widząc ukochanego ogiera...
- Siem Brey! - Zawołał do mnie i podjechał na deskorolce
- Nie mogłam doczekać się spotkania! - Powiedziałam i przytuliłam go.
- Ja też... - Powiedział miękko i zaczął mnie całować (na języczki jakby co XD)
- Kocham Cię... - Powiedziałam patrząc mu w oczy
- Ja Ciebie też... - Odpowiedział również patrząc Mi w oczy... Kochałam go najbardziej na świecie... Był moim szczęściem, moim światem...
Cały dzień spędziliśmy razem, sami... Było pięknie... Po całym tym dniu, Black zaciągnął mnie do swojego domu... Konkretnie do łóżka... Nie będę podawała szczegółów... XD
Na następny dzień miałam nudności... Gdy Black obudził się , podszedł do mnie i zapytał co mi jest...
- Nie wiem... Źle się czuję... Miesiączka mi się spóźnia... - Powiedziałam zaniepokojona... Ponieważ miesiączkę powinnam dostać tydzień temu... Gdy pierwszy raz kochałam się z Black'iem...
- Biedactwo... Idę do sklepu kupię Ci coś... - Powiedział i wyszedł, ja jak zawsze w torebce którą noszę przy sobie, miałam test ciążowy... Zrobiłam go... Gdy Black wrócił ze sklepu zaciągnęłam go do łazienki... Pokazałam mu test...
- Ale, co to jest??? - Zapytał zdziwiony... Jakby nie wiedział... A może na serio nie wiedział...
- Jak to co? Będziemy mieli dziecko... Jestem w ciąży... - Powiedziałam...
- Co?! Nie pisałem się na bachora! Ok, ok... Podobasz mi się ale chciałem się zabawić, a nie zakładać rodzinę! Przynajmniej jeszcze nie teraz!- Powiedział oburzony, wychodząc z łazienki trzasną drzwiami i poszedł do sypialni... Usiadł na kanapie i tam się rozkleił...
- Ale... To wielkie szczęście... - Powiedziałam ze łzami w oczach
- Wyjdź! Zostaw mnie - Krzyknął, mając twarz w kopytach...
Ja nie wytrzymałam... Wybiegłam z płaczem... Zamknęłam się w pokoju... Chciałam go mieć teraz przy sobie... Nie odpowiadała matce, na pytania, i prośby... Chciała się powiesić... Nastawiła krzesło... Linę zawiązała na lampie... Już miała wkładać łeb w pętlę ze sznurka... A tu mama woła:
- Jakiś Black do Ciebie! Mówi że to ważne... Klacz powstrzymała się od powieszenia i zawołała
- Powiedz żeby przyszedł do mojego pokoju!!!
Po krótkiej chwili Black był w pokoju Brey...
- Co to? - Zapytał...
- Nic... Chciałam się najzwyklej powiesić... Ale postanowiłam pogadać z Tobą, żaby być pewna czy tego chcę... - Odpowiedziałam w smutku...
- Przestań... Jesteś cudowna... Kocham Cię... - Powiedział wzruszony...
- Tak? Nie jestem! A Ty mnie nie kochasz... I naszego dziecka też... - Zaczęłam płakać...
Podeszłam do krzesła...
- Stój! Jestem głupi... Nie doceniłem tego co chciał nam dać los... Nie doceniłem naszej miłości... Dla tego chciałbym Ci się odwdzięczyć... - Ogier klęknął na jedno kopytko, i zza siebie wyciągnął małe czarne pudełeczko... Otworzył je - Wyjdziesz za mnie? - Zapytał wzruszony...
- Nie jestem pewna... Przez to wszystko boli mnie głowa... Wyjdź... Proszę Cię wyjdź... Przemyślę to... - Powiedziałam płacząc... Black jej posłuchał... Wyszedł...
Rozdział 4 "Starasz się... Obrócisz się???"
-Dryyń!!!! Dryyń!!!! - Zadzwonił telefon...
- Cześć! - Zawołał głos ogiera... Był to Black
- No hej... O co chodzi? - Zapytałam
- Może dzwonie nie w porę... - Powiedział zdenerwowany
- Nie, spoko... Mów...
- Chciałem się zapytać czy masz dziś czas... - Odezwał się
- Tak... Może jak zjesz śniadanie to przyjedziesz... ok?
- Ok...
Po 30 minutach w domu Brey, pojawił się Black...
- Cześć! Musimy gdzieś iść! - Pociągnął B za drzwi
Chwilę później znaleźli się w sklepie z odzieżą i zabawkami źrebięcymi...
- Chciałem Ci pokazać to... - Pokazał piękne ubranko dla małego ogiera... - A jeśli to klacz, to to wydaje się być idealne! - Pokazał różową sukieneczkę w kwiatki...
- Tak... Ale... Po co tu mnie zaciągnąłeś??? - Zapytałam się
- Chcę Ci pokazać że zależy mi na was... Chcę żyć z wami... Z tobą i dzieckiem...
- Uroczy jesteś ale muszę się zastanowić... Ale już chyba to zrobiłam... - Powiedziałam namiętnie...
- I co?! Zgadzasz się? - Zakręciła mu się łezka w oku...
- Tak... Zgadzam się... - Powiedziałam wzruszona - Ale musimy iść...
Poszliśmy... Po drodze Black'a zaczęły zaczepiać różne ładne klacze... Chciało mi się płakać... Aż tu nagle...
- Ale jesteś umięśniony... Chciałbyś być moim chłopakiem...? - Zapytała zielona klacz, była całkiem całkiem
- Dzięki dziewczyny za komplementy... Ale mam narzeczoną... Więc nie interesujecie mnie... Brey! Możesz przedstawić się panią? - Zapytał, a ja podeszłam zaszczycona...
- I co? - Zapytałam klacze...
- Stać go na coś więcej... Pfff... - Powiedziała jedna...
- Zgadzam się! - Nagle wszystkie zaczęły się zgadzać...
A ja chciałam na nie zaszarżować, na szczęście Black mnie powstrzymał i powiedział
- A według mnie, to najpiękniejsza klacz w całej Equestrii, bo jest moją... Moją jedyną... - Znów zaczął mnie całować, widać było że klacze były potwornie zazdrosne. Black mnie zaskoczył, bałam się że mnie zostawi...
Rozdział 5 "Już po wszystkim... Ale czy na pewno???"
Dawno nie dodawałam rozdziału, więc macie
ale Brey jest tu taka:
A "Kira" taka:
Macie tu rozdział:
Dziewięć miesięcy później Brey urodziła piękne źrebięta.
Córeczkę nazwała Sunny Summer, jednego z synków Blood Cross, ale na trzecie nie miała pomysłu.
- Czemu nie damy mu na imię na przykład Grey Brick (Brej Brik) ? - Zapytał Black
- Bo mamy jeszcze dużo czasu, nie śpieszmy się - Powiedziała miękko BreyLie
- No dobrze... - Zgodził się Smoke
Po 5 dniach klacz wyszła ze szpitala, ze swoimi nowo urodzonymi dzieciaczkami.
- Skarbie zaopiekuj się dziećmi! Ja idę do Cerise i dziewczyn! Umówiłyśmy się na dziś! Mleko dla źrebiąt masz w lodówce! - Krzyknęłam i wybiegłam z domu. Niedługo potem znalazłam się w domu Cerise i Heart'a. Były tam nasze przyjaciółki, takie jak Lovely Cupid, Jenny, Jessie, Summer Space i wiele, wiele innych.
-Dziewczyny... - Odezwałam się niechętnie - Co byście zrobiły gdybyście były Kirą Lemon??? - Zapytałam zakłopotana...
Przyjaciółki dziwnie się na mnie spojrzały...
- Ja cieszyłabym się! Przecież ona jest super piosenkarką!!! - Niewytrzymała Lovely
- Zgadzam się! - Powiedziała Summer Space
- To ja też - Nagle powiedziały wszystkie...
- Ale, jakbyście nią były... To powiedzieli byście swojemu chłopakowi??? - Zapytałam
- A jak miałby nie wiedzieć, przecież by widział... - Powiedziała zdziwiona Cerise...
- Ale jakby zmieniała wygląd w domu... A Kirą byłaby tylko na koncertach...
- Ja bym powiedziała, przecież trzeba mieć zaufanie - Powiedziała Cerise czochrając mnie po grzywie
- Dzięki! Muszę lecieć! - Powiedziałam i dosłownie poleciałam do domu.
Gdy była w domu, wzięłam Black'a na słówko..
- Co jest? Zrobiłem coś złego..? - Zapytał zakłopotany
- Nie...- Machnęłam kopytkiem - Po prostu... Ja jestem Kirą Lemon! - Powiedziałam szybko żeby już mieć to z głowy - Na każdy koncert używam magii by się w nią zmienić... Znaczy we mnie...
- Wow... Tego to się nie spodziewałem... Ale nie chcę wierzyć... Pokaż to - Zachęcił Smoke
- Dobra patrz... - Magiczne światło wzniosło mnie w górę... Po chwili upadłam... Oczom Black'a ukazała się Kira:
- ... - Zamilkł Black.-
- No co? Mówiłam... - Powiedziałam przewracając oczami... - Nie wierzysz? Patrz! - Zaczęłam go całować... Odwzajemnił go...
Nagle "odczepił się" i powiedział:
- Dobra... Teraz wierze... - Powiedział i pocałował mnie w policzek. - Ale bądź już sobą - Puścił mi oczko
Nowy rozdział już niedługo...
Awww.. jestem tam<33 Ciekawe jak Teri poradził sobie z Rose i Rochi XD :)
OdpowiedzUsuń